(Czy) na porodówce warto mieć wsparcie(?)!

zdjęcie źródło Google

hospital-840135_960_720

 

W temacie porodów rodzinnych jest jak z dyskusją o idealnej figurze – ile ludzi, tyle opinii.

Przyjęło się, że jeśli mówimy o porodzie rodzinnym to z góry zakłada się obecność ojca dziecka.

A co kiedy nie chcemy rodzić same a z jakiś przyczyn, ojciec dziecka nie może nam towarzyszyć?

Nie chce, bo czuje się za słaby psychicznie lub zbyt wrażliwy na „drastyczne” widoki albo kobieta nie ma kontaktu z ojcem (bądź na tyle bliskiej relacji aby zdecydować się na poród przy nim).

Warto zadać sobie na samym początku pytanie, czy potrzebna jest obok druga osoba?

Odpowiadam: TAK, JEST ONA POTRZEBNA.

Jest potrzebna i to z kilku powodów.

I. Wspiera psychicznie.

Nie chcę żadnej kobiety straszyć ale uważam, że poród jest wydarzeniem ekstremalnym.

Nie znam statystyk, jednak uważam, że u nielicznych poród (szczególnie ten pierwszy) mija jak z płatka. 15 minut i po wszystkim.

(Będę pisać na podstawie moich doświadczeń)

Od pojawienia się bardzo silnego bólu (tego kiedy już pojękujemy i sapiemy) do finału, w moim przypadku potrzeba było 16 godzin.

Porządne bóle złapały mnie ok północy. O 6 rano, kiedy skurcze były co 5 minut i myślałam, że zwariuje a zimny pot oblewał moje ciało i panika małymi krokami wkradała się do głowy dopiero udałam się do szpitala.

Ból jest nie do wytrzymania i nie wyobrażasz sobie, że może boleć bardziej i nagle słyszysz, że KTG nie pokazuje skurczy a rozwarcie jest na 2 cm.

Co gorsza, to nie jest ten moment w którym należy usiąść i powiedzieć wracam do domu nie rodzę. Ty wiesz, że nie ma wyjścia, że to musi się odbyć.

Ja w tym momencie mówiłam zdrowaśki aby jak najszybciej doszło do 4 centymetrów i aby dostać znieczulenie (osobna zdrowaśka za to żeby zadziałało).

Pielęgniarka daje Ci kartę do wypełnienia (a Ty nie potrafisz się skoncentrować, bo już w głowie czujesz lęk przed kolejnym skurczem).

Należy się przebrać i zabrać ze sobą rzeczy.

I wchodzisz na tą pustą salę z łóżkiem, aparaturą gdzie przez kolejne kilka bądź kilkanaście godzin będziesz błagać, żeby Cię dobili… (wybaczcie drogie Panie, które właśnie jesteście przed porodem, wierzę, że Wasz będzie milszy niż mój):)

Już na tym etapie nie wyobrażam sobie być sama. Choćby dla samej świadomości, że ktoś mi bliski jest obok. Nie mówiąc już o tym, że podbiegnie z miską kiedy złapią Cię wymioty (co często się zdarza). Przyniesie coś, poda, wypełni ankietę, poprawi poduszkę.

Powie dobre słowo. Pozwoli uwierzyć, że dasz radę. Pogłaszcze po główce czy potrzyma za rękę. Uwierzcie, będziecie tego potrzebować.

II. Jest wsparciem fizycznym.

Szczęśliwa kobieta, która nie wie czym są bóle od krzyża. Kiedy słyszę od koleżanek, że miały tylko od brzucha, zastanawiam się gdzie jest sprawiedliwość:)

Dlatego – o porodzie nie można rozmawiać na jednym poziomie. Ty przeszłaś gładko i jutro możesz znów pójść rodzić a sąsiadka ma gęsią skórkę na samo słowo poród.

Wracając do tematu bóli od krzyża. Pewnie mówili Ci to w szkole rodzenia, niezwykle pomocny jest masaż w odcinku lędźwiowo krzyżowy i uwierz mi, sama go sobie nie rozmasujesz.

Co mogę Ci doradzić?

Dwa razy zastanów się zanim postanowisz, kto będzie z Tobą rodził.  Jeśli chcesz aby rodził z Tobą ojciec dziecka a on za wszelką cenę nie chce, może warto wybrać mamę lub siostrę. Jeśli jest mało empatyczny, gruboskórny i niecierpliwy, może okazać się, że tylko dobije Cię a nie pomoże.

Poród to taki czas w którym ekstremalny ból plus strzał hormonów powodują, że możesz być nie do życia. Lepiej uprzedzić partnera i z góry przeprosić za wszystkie słowa i oskarżenia, które padną w Jego kierunku.

Niech się nie zdziwi, kiedy poinformujesz Go, że większego dupka świat nie widział i, że II wojna światowa też była przez niego.

Najlepiej niech od razu Cię za to przeprosi i nie próbuje się wykłócać, że jest niewinny:)

Nie wskazane, aby partner urażony wyszedł z sali oznajmiając „a męcz się tutaj sama!”. Za pewne będziesz mu to wypominać do końca życia (W pakiecie z II wojną światową):)

Na porodówkę weź osobę, która Cię nie zawiedzie.

Z doświadczenia wiem, że bierność osoby towarzyszącej jest frustrująca. Kiedy tak stoi jak to cielę i ani nic nie powie, ani nie pogłaszcze. Ja nakrzyczałam na mojego faceta, bo niedbale zrobił mi kitkę a włosy spadające mi na twarz połączone z łzami doprowadzały mnie do szału.

Jeśli Twój partner jest wyjątkowym estetą, któremu nie możesz się pokazać rano bez makijażu to wiedz, że o ładnym wyglądzie możesz podczas porodu zapomnieć.

Widoki bywają różne a poród zdecydowanie obdziera z godności. Kiedy klęczysz odwrócona do wszystkich z gołą pupą (bez obaw, wtedy Cię to nie obchodzi).

Osoba, którą bierzemy ze sobą musi być empatyczna, cierpliwa i wytrwała.

Matka wie co czujesz w tym momencie, więc zrobi wszystko aby ci pomóc, partner myśli w głowie pewnie, że przesadzasz bo się filmów naoglądałaś:)

Z drugiej strony, jeśli ty nie chcesz swojego mężczyzny przy sobie a on bardzo pragnie Ci towarzyszyć, również to rozważ. Może okazać się nieocenionym wsparciem, a Ty odbierzesz mu zapewne największe przeżycie w jego życiu.

Nie odbierzcie proszę, że namawiam Was o rodzenia bez partnera. Nic bardziej mylnego. są mężczyźni, którzy wzorowo przeżywają poród:)

Ja usłyszałam po 30 minutach pobytu na sali „ręka mnie boli,muszę chwilę odpocząć”, co oznaczało, że kolejne skurcze muszę przeżyć sama…

Chwała Panu, że za chwilę dostałam znieczulenie i miałam kilka godzin spokoju bo bym umarła albo zrobiła krzywdę ojcu mojego dziecka:)

Podsumowując: Tak warto mieć osobę towarzyszącą ze sobą, warto jednak zastanowić się kto z najbliższych podoła nam jako pomoc psychiczna i fizyczna w tych chwilach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s