Wyskacz tłuszczyk i negatywne emocje

Jakiś czas temu odwiedziłam moją przyjaciółkę Dorotkę. Jako, że przyjaźnimy się od 12 lat i w tym samym czasie zostałyśmy szczęśliwymi mamusiami, tematów nam nie brakuje. A mleko masz? A kiedy zaczniesz dawać sztuczne? A marchewkę jej robisz? Tobie śpi do rana? Ile razy w tygodniu ją kąpiesz?
Jednym zdaniem, każda matka wie, że wszystko schodzi na drugi plan, kiedy pojawia się Maluch:)
Babskie pogaduchy, śmiechy hihy i oczywiście temat każdej świeżo upieczonej mamuśki – jaka ja jestem gruba:)

Ja w styczniu przypomniałam sobie, że rok temu wykupiłam roczny karnet na siłownię. Kaskę pobiera mi z konta miesiąc w miesiąc, dlaczego więc nie korzystać?
Dorotka jednak olśniła mnie. Daj sobie spokój z siłownią – idź na trampoliny.

Trampoliny? No mam pod domem na wsi, u mojej mamy. Ale w zimę to głupio tak kicać:)
Jaki ze mnie Czarno gród, sto lat za murzynami. Ja nie wiedziałam, że istnieje coś takiego jak trening na trampolinach.

Obejrzałam na YouTubie krótki filmik poglądowy i już wiedziałam, że ja chcę tam iść.

Tydzień po naszej debacie odwiedził mnie w Warszawie mój 12letni siostrzeniec, więc aby sprawić mu niespodziankę postanowiłam zabrać go na Hangar (to taki duży obiekt z trampolinami). Wiedząc, że zaczynam treningi na trampolinach, uznałam ten wypad jaki małą rozgrzewkę i przygotowanie kondycyjne. Bądź co bądź nie ruszałam się ponad rok czasu.

Na Hangarze było super, ja uwielbiam skakać na trampolinie. Jest przestrzeń, bezpiecznie i można nie tylko się wypocić ale też wyładować, co przy burzy hormonów jakie towarzyszą karmiącej kobiecie jest niezwykle cenne.

Pomimo szczerych chęci by pójść na ten prawdziwy trening na trampolinach, ciągle nie udawało mi się wyjść, bo mój Luby wieczorami pracuje i nie miałam z kim zostawić Marceliny…aż, siadło mu auto i nie mógł pojechać na spotkania:)))
Sam mnie wygonił. Nerwus jesteś, idź się wyskacz.

Szczęśliwa założyłam leginsiki i dresiki, zarzucam torbę na ramię i nagle….płacz!:D
30 minut do treningu a ja wiem, że nie mogę tak po prostu wyjść. Szybkie karmienie opanowało sytuację.
Tata przejął córcię a ja pędem pobiegłam na trening…

Co tam się działo??!! O matko i córko:)
To jest hard core!
Po 5 minutach rozgrzewki myślę, umrę:) Umrę ale się nie poddam.
Byłam z siebie niezwykle dumna na samym końcu, ponieważ wytrwałam. Szłam łeb w łeb z grupą, która już kicała nie pierwszy raz.

Moje spostrzeżenia:
Jest to typowy trening kondycyjny, jednak bez wątpienia nie tylko wytapia tłuszcz i polepsza kondycję ale również rzeźbi. Ćwiczenia są tak ułożone aby całe ciało pracowało.

Jest to świetna zabawa przy fajnej energetycznej muzyce. Cenna informacja dla mamusiek, które przed macierzyństwem lubiły wyrwać się potańczyć – teraz możesz poskakać w rytmie latino!:)

Zdecydowanie ładują endorfinami. Razem z tłuszczem wytapiamy negatywne emocje.

Co bolało? Ku memu zdziwieniu na początku bardzo czułam stopy (od podeszwy). Takie napinanie.
Nie spadłam z trampoliny, ale bez wątpienia mogę stwierdzić, że trening na trampolinach rozwija koordynację naszego ciała.

Czy polecam?? Jasne!
Dla mnie to trening wymarzony. Fajna zabawa na pełnej petardzie!!
Uwaga! Podczas godzinnego treningu można spalić aż 800 kalorii…jupi!!

🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s