Cesarka to nie koniec świata

904164A1-6618-4AF7-B8FC-B68581B57DFC

Im bliżej do porodu, tym bardziej wyobrażamy sobie tą filmową scenę kiedy wśród krzyków i bólu, położna woła widać główkę, ..a teraz przyj!!! Po czym słychać głośny płacz dziecka, łzy wzruszenia i we dwójkę szczęśliwi tulicie Maluszka.
Czasami rzeczywistość bywa zupełnie inna i z jakiś powodów nie możemy bądź nie chcemy rodzic siłami natury.

Są kobiety, które od początku szukają powodu aby zakwalifikować się do cesarskiego cięcia.

Większość jednak dla dobra dziecka woli rodzić naturalnie. Co jednak, kiedy się nie da?
Nie przejmuj się to nie koniec świata.
Paradoks przy moim porodzie polegał na tym, że chciałam mieć cesarskie cięcie aby nie musieć przeżywać tego bólu jednak rozsądek mówił, że dla dziecka muszę rodzić naturalnie.
Dlaczego paradoks? Ponieważ najpierw znosiłam kilkanaście godzin bóle, żeby w efekcie końcowym rozwiązano wszystko cesarskim cięciem.

Są kobiety, które od razu wiedzą, że muszą mieć cesarskie cięcie. Inne, czekają w niepewności do końca. Jest tak np w przypadku, kiedy dzidziuś nie chce się przekręcić.
U mnie istniało podejrzenie, że będę miała cesarskie cięcie, ponieważ Marcelina prawie do końca była w układzie pośladkowym. Dodatkowo leczyłam się w ciąży na nadciśnienie.
W rezultacie Malutka przekręciła się a ciśnienie było na tyle bezpieczne, że kwalifikowałam się do porodu naturalnego.
Bóle złapały mnie w 38 tyg. Pierwszym objawem było krwawienie, które przysporzyło mi nie mało strachu. Przecież o krwawieniu nie było mowy. 26 października o 4 nad ranem ogłosiłam alarm, jedziemy na pogotowie. Tam zrobili badanie, USG, KTG – wszystko ok.
Podświadomie czułam (a może bardzo chciałam), że urodzę przed terminem.
Rano zadzwoniłam do położnej mówiąc co się wydarzyło oraz , że czuję skurcze (dość lekkie, przypominające lekkie bóle menstruacyjne) mniej więcej co 20 minut(Czasami rzadziej). Na co usłyszałam „Kochana do jutra to urodzisz. Dodatkowo miałam jeszcze jeden problem – zgubiłam grupę krwi. Trochę zastanawiałam się, czy oby nie wmawiam sobie, że to już się powoli zaczyna. Bo przecież te bóle to takie nie bóle.
W południe czym prędzej pobiegłam do laboratorium przy szpitalu w którym zamierzałam rodzić.
(Rodziłam w szpitalu im. Świętej Rodziny przy ul. Madalińskiego w Warszawie, który z całego serca polecam).
Panie w laboratorium widząc, w jakiej pozycji stoję orzekły, że „Do rana Pani urodzi!”
Skoro już dwie osoby tak mówią, to może urodzę?:)
W piątek zaczęłam pakować torbę na porodówkę. W dzień miałam skurcze bez zmian co ok 20 minut. Jednak pod wieczór nasiliły się.
Pamiętam jak o godz 22 siedziałam w zimnym aucie czekając na mojego Partnera, który miał podpisanie umowy w pracy. Ewidentnie skurcze, który mi towarzyszyły, oznaczały, że nie uroiłam sobie nic.
Ok północy ból był już na prawdę ostry. Taki, że musiałam przystanąć i zaczynałam pojękiwać.
W domu byliśmy po północy. Szybko wyjęłam żelazko żeby wyprasować starter dla Marcelinki i swoją pidżamę, która była jeszcze wilgotna.
Od 2.00 bóle były straszne. Skurcze łapały mnie mniej więcej co 11 minut. Przy każdym skurczu rozbudzałam się, robiłam print screen w telefonie, aby kontrolować co ile mam skurcze. Tak bardzo czekałam na skurcze co 5 minut.
O 6 rano (kiedy skurcze były co 5 minut) ogłosiłam, że jedziemy!!
Pani Doktor zarządziła najpierw KTG, które mnie załamało bo nie wykazywało, żadnych skurczy -jak to?!:((
byłam przerażona, że z tym cierpieniem odeślą mnie do domu. Nie odesłali.
O tym co działo się dalej opowiem w innym poście.
Wszystko jednak zakończyło się tak, że ok godziny 18.00 mając 9 centymetr rozwarcia, który nie ustępował od ponad godziny krzyczałam „błagam zróbcie mi cesarkę”.
O 18.40 Pani Doktor powiedziała, że dla bezpieczeństwa dziecka rozwiążą ciąże poprzez cesarskie cięcie. Jaka była moja radość!
Od decyzji do przejścia na blok minęło 30 minut. Dla mnie to była wieczność ponieważ pomimo niezgładzonej szyjki miałam bóle parte.
Miałam wrażenie, że już nie ma przerw między skurczami. Mózg mi nie funkcjonował.
Próbowałąm być „posłuszna” na sali operacyjnej, jednak kiedy kazali mi usiąść na łóżku to aż wpadłam w panikę. Każdy ruch potęgował bóle parte.
Pan anestezjolog przedstawił się, powiedział, jaka będzie jego rola i wkuł się…..
w tym momencie poczułam błogi stan. Kazali mi się szybko kłaść ale ja już nie czułam ciała. Powiedziałam tylko, matko jak dobrze:))

Co czuje się podczas operacji?
Nie wiele. Wszystko odbywa się bardzo szybko. Ja byłam pewna, ze dezynfekują mi skórę, czułam ciężar na klatce piersiowej, po czym usłyszałam delikatny płacz mojego Okruszka. Taki cichutki. Zupełnie inny niż ten na filmach. Żałowałam, że jestem sama. Że nie możemy tą pierwszą chwilą cieszyć się razem.

Tutaj moja rada. Jeśli wiecie, że będzie cesarskie cięcie i zależy Wam aby Tatuś był obok, znajdźcie szpital, który wyraża zgodę na obecność Ojca.

Mojego Okrucha dostałam na chwilę, ponieważ musieli ją zabrać na obserwację.

Gojenie i rekonwalescencja:
Początek jest bardzo ciężki. W szpitalu każą podnosić się po kilku godzinach.
Jest to nie lada wyzwanie. Bez wątpienia ból jest, jednak nie wspominam go jako koszmar mojego życia.
Przez pierwsze dwa tygodnie poruszanie się jest katastrofa. Warto mieć sprytne łóżko lub kogoś kto posłuży silnym ramieniem przy podnoszeniu.
Będą Wam mówić prostuj się. Dla mnie wydawało się to nie możliwe. Nie prostowałam się co najmniej przez dwa tygodnie.
Pani fizjoterapeutka powiedziała po trzech dniach, że powoli mogę kłaść się na brzuchu. Dobry żart 😀
Na brzuchu położyłam się co najmniej po miesiącu albo dłużej. Podobnie było z kładzeniem się na boku.

Kiedy zaczęłam się normalnie poruszać?
Wyprostowana zaczęłam chodzić po ok miesiącu. Wstawać bez bólu po ok miesiącu a bez większego dyskomfortu po ok 2,5 miesiąca.

Obecnie jestem 4 miesiące po porodzie i funkcjonuję bardzo normalnie.
Byłam już na siłowni i trampolinach. Oszczędzam jeszcze dolne partie brzucha, jednak mogę spokojnie powiedzieć, że od jakiegoś czasu prawie nie pamiętam, ze miałam cesarskie cięcie. Przypomina mi o nim jedynie blizna.

Blizna – gojenie,pielęgnacja :

Bliznę prosto po operacji przemywa się wodą jak najczęściej.Miejsce to jest drażliwe. Nie można mówić o dużym bólu gdyż miejsce to jest przez dość długi czas drętwę.
Trzeba ją wietrzyć najczęściej jak się da.
Na początku podświadomie bałam się ją dotykać, że zadam sobie ból. W praktyce była to jedynie moja blokada, gdyż wcale dotykanie nie dodawało bólu.

Po zdjęciu szwów zakupiłam plastry na blizny.

Dziś blizna ma kolor czerwono siny. Trochę mnie swędzi, jednak to naturalne.
Mi nie przeszkadza, jest pamiątką po najpiękniejszym prezencie:)

2 comments

  1. Siłownia to po 6 miesiącach. Nie szalej! To bie wyścigi. Poczytaj o mięśniach brzucha i co można sobie zrobić ćwicząc za wcześnie…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s