Indie, raj dla obłąkanych

Dziś mija równo rok, od kiedy wsiadłam w samolot do…no właśnie, jak to nazwać?
Tutaj nie chodzi o to, że byłam w Indiach, a to taki specyficzny kraj. Chodzi o to, że tam zaczęło się wszystko.
Dlaczego piszę o podróży na blogu o dzieciach?
Bo właśnie tam był początek nowego życia, mojego nowego życia.

Niech ten tytuł nikogo nie razi. Nie miał on na celu kogokolwiek obrazić. Po prostu, Indie nie są (k)rajem dla osób poukładanych, które lubią mieć wszystko pod kontrolą. Zdecydowanie mogą okazać się koszmarem dla niejednego wygodnickiego pedanta. Indie to jest dosłownie i w przenośni inny Świat.

Moja znajoma przed wyjazdem powiedziała mi „na nic się nie nastawiaj”. Nastawiłam się i tak.
Pomyślałam, że będzie ubóstwo, brud, syf i malaria – były!
ale powiedziała Ona jeszcze coś „nie oceniaj”.
Myślę, że aby w wartościowy i pełny sposób poznać i odczuć Indie, wyłączenie trybu „krytyk” jest niezbędne. W pierwszym zdarzeniu( w kolejnych również), Indie mogą a nawet nie tylko mogą a faktycznie – przerażają!

Jest północ, samolot ląduje w Delhi. Ok 40 minut oczekiwania, gdyż Król czeka w kolejce po Wizę. (Czy oby na pewno dobrze wypełniłam wniosek?) – stres I.
Idzie, dostał – uff!
Potrzebujemy pieniędzy – idź zobacz kurs w tamtym kantorze, ja pójdę do tego po lewej. Spotykamy się przy tamtej kolumnie.
Poszłam, sprawdziłam, wracam, nie ma go! – stres II.
Macha mi z daleka – uff!
Adres hotelu, czym dojechać, taxi, skąd taxi?
Tutaj pragnę nadmienić, iż taksówkę z lotniska w Delhi zamawia się i opłaca w okienku na lotnisku.
Zamówione, opłacone, kwitek jest! – wow, poszło jak z płatka.(Jeszcze nie wiesz, że się mylisz Magdaleno!!)
Odbieramy bagaże ( w sumie to chyba zrobiliśmy chwilę wcześniej) i opuszczamy budynek lotniska .. i tutaj właśnie zaczyna się hard core, a raczej Indie. Takie Indie na poważnie. Takie w których jesteś w Azja Express i nie wiesz czy już walczysz o życie, czy dopiero zaczniesz.

Prawą stopę wychylam poza teren budynku lotniska i już jeden z dziesięciu rzuca się na nas. Nawet nie masz się co zastanawiać, którą taksówką pojedziesz.
Nasz bagaż został już przechwycony. Mężczyzna, który wyrwał (muszę tego słowa użyć) nam bagaż biegnie tak szybko, że nie wiesz czy dogonisz go, czy to już rabunek, czy jeszcze nie? – Stres III
Biegniemy za nim 50 metrów. Toboły lądują w bagażniku, my w aucie. Wsiada kierowca i „inny” razem z nim. YYY? – A on po co? – stres IV
Uwierzcie, o drugiej w nocy czasu lokalnego, odjechanie w aucie z dwoma mężczyznami wyglądającymi jak spod ciemnej gwiazdy jest co najmniej stresujące.
Gadu gadu, nie jest źle. Panowie bardzo mili, o wszystko pytają. Baa niezwykle mili. Każą podać numer telefonu do hotelu, gdyż chcą poinformować, że jesteśmy w drodze ( w końcu jest 2 w nocy).
Dryń, dryń, error… nie możemy jechać do naszego hotelu.
Why??? :
– nie przeszła płatność ( przecież nie robiliśmy)
– problem z przetworzeniem rezerwacji, została „cancel”

Ale nic nie szkodzi, okazuje się, że cudownym trafem ich kuzyn/przyjaciel ma miejsce otwarte całą dobę, gdzie jest mnóstwo turystów i oni nam dadzą nocleg.
Wow, jaki cudowny zbieg okoliczności, mamy szczęście w nieszczęściu..jednak są to w końcu Indie, więc coś mi śmierdzi. Biorę tym razem swój telefon i sama postanawiam zadzwonić do naszego hotelu. O dziwo, Pan czeka i nasza rezerwacja nie jest „cancel”.
Pan kierowca zły bije pięścią w tapicerkę.
W tym momencie każę mu ( a raczej KAŻĘ) jechać do naszego hotelu. Nie da się. why?
Bo tam jest wielka dziura i nie da się tam dojechać!
Już wiesz, ufać im nie wolno a wyobraźnia tych Panów wychodzi poza granice logiki.
Zjeżdżamy z głównej trasy.

Nie potrafię opisać słowami, jak wyglądają przedmieścia Delhi. Trochę jak Aleppo.
Lepianki z dziurami w ścianach i odpadającym tynkiem. Szmaty zamiast okien. Ciemno jak w piekle. Zero życia, pusto. Gdzieś w tych ciemnych uliczkach świecą się neony od „hoteli”. Nasz hotel podobno jest blisko i o dziwo, nie było jeszcze żadnej dziury po drodze.
2.20 w nocy czasu lokalnego. Ciemne opustoszałe miejsce i nagle wyłania się widok, którego nie zapomnę do końca życia.
Pięciu mężczyzn stojących przy małym stoliku, sprzedaje ….jajka!
Komizm tej sytuacji niebywały. Tam nie było żywej duszy oprócz nas i tych sprzedawców. Włóczyły się psy, ale wątpię, że one kupują te jajka.
Kram za nami, szukamy hotelu. Mignęła mi podobna nazwa lecz nasz hotel miał trzy członową nazwę, a ten, który mignął dwu. Nie szkodzi, taxi stop!
Król zostaje w taxi (żeby nie odjechali) ja idę pytać, czy to ten hotel?
– Ten!
cdn..

(Pomimo, że jestem fotografem, postanowiłam nie brać profesjonalnego sprzętu ze sobą, zdjęcia wykonałam czymś bardziej kompaktowym).https://www.ceneo.pl/47044615#crid=159761&pid=16367

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s